O życiu (szyciu)

Co zrobić z wolnym czasem? Czyli jak go wykorzystać bez presji.

Od tygodnia żyłam w ekscytacji nadchodzącą majówką. Nie jak u większość normalnych ludzi, grilla z przyjaciółmi, wypadu do Spa nad morzem czy rajdu rowerowego. Nadchodził dla mnie czas w samotności, nieujęty w ramy 8-12:30 praca, 12:30-13:30 odbiór prezesów z placówek opiekuńczo-wychowawczych, 13:30-15:00 obiadowe sprawy, potem piłka, basen, pranie, kolacja… Nadchodziło kilka dni intensywnej pracy.
Niezastąpiona babcia Marysia wraz z ekipą zabrała prezesów na cemping. Po raz trzeci w przeciągu siedmiu lat dostałam szanse bycia w domu bez pełnienia w nim roli mamy.

Pierwsza taka sytuacja miała miejsce w ubiegłe wakacje. Czego ja nie planowałam zrobić przez te parę dni. Sądziłam, że świat zwojuję, dom zbuduję i odmłodzę się o dekadę. Jednak jak ten czas dobiegł końca, z goryczą stwierdziłam, że się nie udało. Nie zrozumcie mnie źle, wiele zrobiła. Sporo uszyłam, zrobiłam coroczny porządek w piwnicy, byłam u koleżanki na kawie, którą wypiłam ciepłą, bo nie ganiałam za chłopakami, nawet „Przyjaciół” i „Historie wielkiej wagi” obejrzała, ale miałam plan zrobić znacznie więcej.

I kiedy odstawiliśmy z mężem dzieci do campera i pomachaliśmy im na pożegnanie, zaczęłam odczuwać dziwną presję. W miejsce entuzjazmu i zapału do pracy zaczęły się pojawiać myśli „jak ja z tym wszystkim zdążę?” oraz strach, że kiedy obudzę się 5 maja, nie będę z siebie zadowolona.


Wtedy uświadomiłam sobie, że koniecznie muszę coś z tym zrobić, bo wszyscy wokoło wypoczywają, ładują akumulatory, a ja skończę z poczuciem winy. Przypomniał mi się SŁOIK SUKCESÓW Pani Swojego Czasu, czyli Oli Budzyńskiej (kto nie zna, temu polecam poznać). Postanowiłam zmodyfikować trochę ten pomysł na potrzeby tego długiego weekendu.


W moim planerze, poza Pomysłownią, o której możesz przeczytać tutaj, są też strony, na których znajdują się projekty rozpisane już na pewne szczegóły. Jest na nich cel, środki i lista zadań. Są to plany na przyszłość, które powili, realizuję i odhaczam. I mogłabym na tą majówkę zrobić taką check listę. Tyle tylko, że dzięki doświadczeniom z lata, już wiedziałam, że i tak wszystkiego na niej nie odhaczę. Dlatego postanawiałam zadziałać odwrotnie i zapisać tam to, co uda mi się zrobić.
Na pierwszej wolnej stronie zrobiłam tabelkę na wszystko to, co zrobię przez te parę dni. Podzieliłam ją na trzy strefy: PRACA, DOM i JA. Przez wszystkie dni zapisywałam, każdą nawet drobną rzecz.

Kiedy 1 maja spojrzałam na zegarek i okazało się, że jest już 15:03, poczułam znajomy niepokój. Duża część dnia za mną, i to ta, o której wiem, że jestem najbardziej produktywna, a jak tak niewiele zrobiłam. Wtedy moja pralka dała sygnał o skończonej pracy.

Jak coś nie przechodzi testu pralki musi opuścić nasz dom!

Dygresja. Przypomniała mi się taka anegdota: kiedyś mój znajomy porównał pracę pralki i jej obsługę do gry. Stwierdził, że skończone pranie to jak przejście kolejnego levelu np. na playstadion.
Tak, że przyszedł moment, że weszłam na najwyższy level mojej ulubionej konsoli BOSCH Clasicc for kids. Wyciągam z niej buty Prezesa ds. Robienia Zamieszania, wdzięczna, że mój stary Bosch ogarnął temat i nie szorowałam ich szczotką. Podeszłam do planera i dodałam punkcik w kolumnie DOM. Spojrzałam na tabelkę i okazało się, że już sporo w niej jest. I uczucie tego dyskomfortu, który miałam chwilę wcześniej, zniknęło.

Trzy APRIL skończyłam od razu, MINI czekają na kolejną wolną chwilę.

Tak działałam przez te kilka „wolnych” dni. Pracowałam, sprzątała, oglądałam seriale, w godzinach, w których zwykle nie da się w naszym domu, oglądać ekranizacji Agaty Christie. Wypełniałam moją tabelkę.
Znalazłam ponad 1,5 m materiałów na torebki APRIL. To cudowne i niesamowite, że w mojej pracowni są miejsca, w których niespodziewanie ZNAJDUJE się materiał!!!! Niektórzy nazwaliby to materiałoholizmem, ale nie ja 😉 Cały piątek spędziłam, szyjąc te torebki, choć zupełnie tego nie planowałam.

Uwielbiam pola rzepaku. Kojarzą się z wiosną, ciepłem i cudownym zapachem. Co roku są piękną obietnicą lata.

Czy zrealizowałam wszystkie plany, które były w mojej głowie. NIE! Jednak spoglądając do planera, z zaskoczeniem odkryłam, że jest tam bardzo dużo punktów. Przyznam się Wam, że kolumnę JA zrobiłam najwęższą. Nie zakładałam, że dla siebie zrobię mało, tak jakoś przez przypadek. I kiedy na nią patrzę, to mam wrażenie, że są tam same pierdoły. Dodatkowo powinny być połączone strzałką z innymi kolumnami, bo oglądając „Pannę Marple”, prasowałam, słuchając nowego podcastu (zupełnie niebiznesowego) „Tu Okuniewska”, szyłam lub sprzątałam. Mimo to, te drobne rzeczy i ich ilość, sprawiły, że skończyłam majówkę zadowolona, wypoczęta, z nadrobionymi zaległościami.
Dlatego czasem warto, zamiast planować, po prostu realizować!!!!

A Ty jak spędzasz, swój „wolny” czas?

ps. Tu Okuniewska to podcast dla ludzi o mocnych nerwach 😉 (nie włączać przy dzieciach), tolerancyjnych i ciekawych, chcących spojrzeć z dystansu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Drodzy Klienci, Od września możecie odbierać swoje Wyczarowane w Poznaniu. Odbiór osobisty w Rytlu jest możliwy, mniej więcej co dwa tygodnie. Dziękujemy, że jesteście z nami. Wyczarowane Zamknij